Archiwum bloga

Translate

wtorek, 29 lipca 2014

Takie sobie przemyślenia

Kiedy przebywa się w szpitalu to poznaje się dzieci,rodziców,pielęgniarki.Nie sposób "nie zżyć"się ze wszystkimi w jakiś sposób.Często na korytarzach było słychać śmiech,żarty...bo to było jakieś odreagowanie codzienności z chorobą.
I wiecie,co jest przykre?Nie powiem,że boli bo chyba mam to po takim czasie ...gdzieś ale chciałam o tym napisać.To,że kiedy Ola odeszła nie było nikogo.Gdzieś "rozpłynęły się"te matki,które wcześniej miały tyle do powiedzenia,pielęgniarki,które Ola lubiła,lekarze...
Wygląda to tak:dopóki oddychasz to istniejesz i akceptujemy tę sytuację ale z chwilą kiedy zaczynasz się dusić chowamy się w swoich skorupach bo nie daj Boże,a możermy zarazić się śmiercią...
Jeśli czytają to "znajome"matki ze szpitala,pielęgniarki czy lekarze,w co wątpię to BARDZO SERDECZNIE POZDRAWIAM i dziękuję bo pokazaliście mi jaką nie chciałabym być.

sobota, 12 lipca 2014

Sen

1 lipca Ola śniła mi się po raz pierwszy,w swojej nieodłącznej, za dużej różowej bluzie,nie miała włosów.Nie mogła trafić do wyjścia.Była smutna...
9miesięcy ciąży,9miesięcy choroby,9miesięcy,kiedy przyśniła mi się.
Nie będę opisywać snu bo jest tylko mój.
Może to głupie,co napiszę ale chyba wiem dlaczego była smutna.
Próbuję pogodzić się z tym,że odeszła,ale nie potrafię.Tak trudno przyjąć do wiadomości,że śmierć jest nieodwracalna.Czasami myślę,że zwariuję.Jej różowa bluza pachnie nią jeszcze.

piątek, 11 lipca 2014

Pomoc

http://www.lubin.pl/aktualnosci,31709,natychmiast_potrzeba_krwi_.html

Udostępniajcie proszę.
Mamę Kamila poznałam gotując kaszę mannę dla Oli.Przyjechała z Kamilem na oddział dzienny.Opowiadała jak bardzo się cieszy bo wszystko było już "wyprostowane".Spotkałam ją we wrześniu,nastąpiła wznowa u jej syna.Rozmawiałam z nią jakiś miesiąc temu,mówiła,że długa droga przed nimi.
Chciałabym być dobrej myśli....

środa, 9 lipca 2014

O bólu

W poniedziałek w "Newsweeku" ukazał się artykuł na temat leczenia bólu w Polsce.Cytowany jest też m.in. blog Oli.
Od trzech miesięcy czekam na decyzję sądu o zwolnienie lekarzy z tajemnicy lekarskiej,potrzebne jest to po to aby mogli zeznawać przed sądem.Mam nadzieję,że się doczekam chociaż wiadomo,że nadzieja matką głupich...Może nastąpi to w tym roku.



niedziela, 1 czerwca 2014

Dzień Dziecka

Co można dać dziecku,którego nie ma?Jaki prezent wybrać?Nie ma możliwości wyboru,kwiaty i znicz...
Zrobiłam Oli serce z margaretek,Paweł zapalił świeczkę.Z rodziną byliśmy na mszy m.in.za Olę.
Byłam i nie czułam nic prócz bólu i żalu.
Pierwszy czerwca,tak jak każdy pierwszy dzień kolejnego miesiąca będzie zawsze kojarzyć mi się z odejściem Oli...Chociaż staram się nie myśleć to sceny z tamtego dnia same przychodzą.Pierwszego października tuliłam ją ostatni raz,ostatni raz czułam jej fizyczność,jej zapach,jej ciepło...
Czas biegnie szybko ale wcale nie koi bólu.Jak ludzie pytają sie mnie "jak sie czujesz?" odpowiadam,że raz jest gorzej raz lepiej.Nigdy nie będzie dobrze.Człowiek przyzwyczaja się do sytuacji,tylko tyle.

czwartek, 8 maja 2014

Opowiem Wam pewną historię...

o tym jak dobro powraca...
Będąc w klinice odebrałam telefon,oczywiście niejeden bo było ich tysiące aż czasami miałyśmy dość z Olą,od pewnej Pani z Niemiec.Opowiedziała mi zdarzenie,które miało miejsce bodajże na początku lat 70tych.Jeśli się pomyliłam,a ta Pani to przeczyta to przepraszam.
Otóż mój tato,a dziadek Oli,którego nie zdążyła poznać pracował w tamtych czasach jako taksówkarz.Były to czasy,kiedy na taksówkę czekano w długich kolejkach,a nie tak jak obecnie,że to taksówkarze czekają na klientów.
Była to sobotnia noc.Czas dancingów,takich dzisiejszych dyskotek,tylko,że wtedy tańczono w parach:-)
Pewna kobieta z małym dzieckiem na ręku musiała natychmiast jechać do szpitala.Pobiegła na postój taryf.
A tam kolejka.Nikt jej nie chciał przepuścić.Mój tato zamiast po klienta podjechał do tej kobiety.Oczywiście Panowie z kolejki,z alkoholem we krwi zaczęli krzyczeć,wyzywać i dajmy na to kopać w auto.Nic chyba w tym aspekcie od tamtych czasów się nie zmieniło;-)
Mój tato wysiadł z auta,zrobił,co do niego należało(nie będę pisać co,bo potem ktoś mnie oskarży o promowanie przemocy:-))i zawiózł tą Panią do szpitala,poczekał i odwiózł z powrotem.Nie wziął złotówki za kurs.
Po tylu latach ta Pani dowiedziała się od znajomych znajomych znajomych,że Ola to wnuczka tego Pana i zadzwoniła do mnie,i powiedziała,że nadszedł czas na spłacenie"długu".Nie uważałam żeby miała jakikolwiek dług do spłacenia ale się uparła.Wsparła nas finansowo.Miałyśmy się spotkać jak będzie w Legnicy ale jakoś nam się nie udało.Pewnie kiedyś nam się uda:-)
Zawsze wierzyłam,że okazane dobro powraca i to wtedy kiedy najmniej się tego spodziewamy,od ludzi,których nie znamy.Wierzę też w to,że wyrządzona krzywda też powraca,mogą minąć lata świetlne,a i tak powróci...

P.S.Nie jest lekko.Czytam blogi rodziców zmarłych dzieci i każdy z nas przeżywa  ich odejście...Zdarza się,że stojąc w kolejce płaczę,siedząc w poczekalni u lekarza łzy same lecą.
Wczoraj,od ponad półtora roku,mogłam oddać w końcu krew.I też łzy same mi napływały do oczu...To normalne.Nasze życie(rodziców zmarłych dzieci)to wielka,niekończąca się sinusoida i to,że czasami uśmiechniemy się i próbujemy żartować nie znaczy,że w środku czujemy radość ale próbujemy żyć.Jakoś.Dlatego niech niektórzy nie myślą,że ta kobieta płacząca w autobusie jest nienormalna,a ten mężczyzna patrzący tępo w jeden punkt postradał zmysły...